Wywaliłem Windowsa
Dokładnie wczoraj mój Windows posypał się dwukrotnie. Za drugim razem zdenerwowałem się na maksa i postanowiłem zakończyć tę 8-letnią przygodę z Windowsem (przynajmniej na swoim komputerze). Otworzyłem szufladę, w której trzymam całkiem sporą gammę dystrybucji Linuksa i wybrałem coś, czym umiem operować - Linux Ubuntu.
Kilkadziesiąt minut instalacji, pół dnia konfiguracji i jestem padnięty (choć może to tylko ten ból głowy przez szczekanie kundla u sąsiadów) - a tu jeszcze trochę roboty zostało. Grunt, że Photoshop działa, pozostało jakieś oprogramowanie programistyczne do robienia witryn oraz siostrze gadu-gadu (bo raczej by się do Pidgina nie przyzwyczaiła).
Szkoda mi tylko tych kilku layoutów, które robiłem dla klientów przez kilka ostatnich dni - trzeba będzie je zbudować od zera (sam kod, całe częście warsztat graficzny jest na innym dysku) - jednego jestem pewien - nie żałuję, przynajmniej póki co, bo wszystko jako tako działa. I o to chyba w Ubuntu chodzi :).