Skip to content

Bycie katolikiem nie jest obciachem

30 Wrzesień, 2008

I mówię to ja – ateista i osobnik nie przepadający za religią katolicką ;). Uważam bowiem, że bycie świadomym katolikiem nie jest obciachem (co to za słowo?!).

Bo czymże jest wiara „bo tak trzeba”, „bo rodzina wymaga”, „bo wszyscy wokół deklarują” itp? Czym jest wiara na siłę, nie poparta racjonalnym myśleniem czy własnymi doświadzczeniami? Wiara na siłę, wiara „bo wypada”, wiara ślepa – to jest przejaw głupoty, ograniczeń własnego umysłu, słabego charakteru i to jest właśnie obciach.

Jeśli rozmyślasz na temat wiary i sam odnajdujesz powody, dla których wierzych i dla których wiara ta jest dla Ciebie prawdziwa – wtedy jesteś na dobrej drodze. Jeśli wierzysz dla siebie, wtedy jest to prawdziwa wiara – mobilizuje Cię ona do dalszego działania i stanowi podporę Twojego życia.

Bycie świadomym wyznawcom religii (dowolnej) jest oznaką siły i potęgi charakteru – osobę wierzącą „od siebie”, która jest świadoma swojej wiary i motywacji stojących za tą wiarą, zatrudnił bym bez problemu. Zaś osoba, która wierzy ślepo we wszystko co mówi ksiądz z ambony, jest w moich oczach słaba i nie warta wysiłków.

Jeśli więc wierzysz ślepo – wstydź się. Jeśli wierzysz świadomie – wtedy zyskujesz w moich oczach.

Reklamy
9 Komentarzy leave one →
  1. 30 Wrzesień, 2008 07:54

    No nareszcie coś mądrego!

  2. Louella permalink
    30 Wrzesień, 2008 16:01

    Trzeba to chyba na kazaniach czytać:P
    Ale by się kościoły wyludniły…:P

  3. 30 Wrzesień, 2008 20:03

    Za to jaki ruch by się na blogu zrobił :P

  4. 1 Październik, 2008 18:56

    Ależ jest obciachem. Wierzyć w Boga znaczy pozbywać się odpowiedzialności, pozbywać się winy i grzechów. Takich zupełnie ludzkich grzeszków. Czym różni się wiara „na ślepo” od wiary „z wyboru”? Produkt i wynik jest ten sam: samooszukiwanie się, poczucie bezpieczeństwa, pleców w Zaświatach.

    Nie widzę żadnej różnicy między mydleniem sobie oczu z rozkazu mamy a mydleniem oczu z wyboru. W obu przypadkach szczypie.

  5. 2 Październik, 2008 06:47

    Czy jednak nie jest tak, że Katolik świadomy (czy świadomy wyznawca innej religii) nie tyle mydli sobie oczy, co tylko dostrzega mydło? Świadomość religijna oznacza rozumienie samego siebie, poznanie swojego charakteru i swoich możliwości, a co za tym idzie – świadome rozpoznawanie swoich zachowań, zarówno tych dobrych jak i tych złych. Świadomość religijna oznacza, że dana osoba wie, iż to ona sama może naprawić swoje błędy, przy jednoczesnej świadomości tego, że gdzieś tam ktoś na nas patrzy – nie jest to jednak wzrok groźny, ale opiekuńczy.

    Ty zaś opisałeś typową postawę polskiego Katolika, który idzie ma mszę w niedzielę, słucha przez 40 minut, a potem po drodze do domu opluwa staruszki.

  6. 2 Październik, 2008 08:59

    Ale kto to jest „typowy” polski katolik? Młodzież, dziecko? Jako dziecko nie trzeba rozumieć doktryn wiary, jako młodzież można mieć inne priorytety, czemu uczepiłeś się tego typowego katolika? Zawsze ateiści wytykają katolikom tych „typowych” katolików, a ich malutko już zostało, zajrzyj do kościołów w niedziele, nie są już wypakowane po brzegi – zostają ci, którzy naprawdę to czują. No i dzieci, na których spoczywa ten czy inny „obowiązek”.

    Poza tym, krytykować katolików przez „typowych katolików” jest błędem. Bo ci „prawdziwi” (ha, zacząłem używać retoryki prawaków) nie są winni zachowania tych „nieprawdziwych”.

    Toteż w moim odczuciu dialog skupić się powinien na tych „prawdziwych”, a więc na tych zainteresowanych dialogiem – tych, dla których Bóg to miłość czy cokolwiek tam innego sobie wymyślą.

    Co się zaś tyczy mydła – chyba różnią się nasze charaktery, bo dla mnie patrzenie na mydło i posiadanie świadomości, że jest to w istocie mydło, a mimo tego nacieranie nim sobie oczu jest nie świadomością (a więc i dojrzałością, czy może poświęceniem) ale… masochizmem ;)

  7. 2 Październik, 2008 11:21

    Problem leży w tym, że chyba nie rozumiesz, iż ktoś może mydło widzieć i czuć, a mimo wszystko nie wciera sobie go nigdzie. „Typowy katolik” to właśnie taki, który sobie to cholerstwo wcierać będzie. Świadomy Katolik będzie widział mydło, ale zamiast oddawać wszystko w jego ręce, kierować się będzie zasadami moralnymi, a nie zasadą „mydło mi wybaczy” :P

  8. 3 Październik, 2008 19:20

    Jej… ale skąd ty wiesz, jak będzie postępował świadomy katolik? Oto się rozchodzi, że prawa nie masz dzielić na nieświadomych i świadomych. Nie mają siły, aby sami cokolwiek z tym zrobić, dlaczego więc ty się za to bierzesz? :) Dla mnie „złem” są i ci, którzy chodzą tam świadomie jak i ci, którzy nieświadomie. Szczerze mówiąc, ci pierwsi są jeszcze niebezpieczniejsi.

  9. 4 Październik, 2008 11:37

    Skąd wiem? No chłopie, po coś chyba te wszystkie książki są? ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: